Wyobraź sobie, że od kilku tygodni nosisz w sobie napięcie, którego nie umiesz nazwać. Nie wydarzyło się nic dramatycznego. Chodzisz do pracy, spotykasz się z ludźmi, funkcjonujesz. A jednak coś uwiera. Wieczorem trudno Ci się wyciszyć, rano wstajesz zmęczona, a myśli krążą wokół spraw, na które nie masz wpływu.
W takim momencie łatwo pomyśleć: „przecież inni mają gorzej”. To jedno z najczęstszych przekonań, które zatrzymują ludzi przed szukaniem wsparcia. Problem w tym, że cierpienie nie działa na zasadzie rankingu. To, że ktoś mierzy się z czymś trudniejszym, nie sprawia, że Twoje doświadczenie przestaje mieć znaczenie.
Skąd bierze się przekonanie, że „to za mało”
Często uczymy się w dzieciństwie, że o pomoc prosi się dopiero wtedy, gdy jest naprawdę źle. Że trzeba sobie radzić samemu, a przyznanie się do trudności to słabość. Te przekonania zostają z nami na lata i odzywają się właśnie w chwilach, gdy najbardziej przydałoby się wsparcie.
W terapii poznawczo-behawioralnej przyglądamy się takim myślom. Nie po to, żeby je unieważnić, ale żeby sprawdzić, czy naprawdę są prawdziwe i czy Ci służą. Bardzo często okazuje się, że zdanie „nie mam prawa się tym przejmować” jest nawykiem myślenia, a nie faktem.
Pierwsze spotkanie nie zobowiązuje do niczego
Warto wiedzieć, że pierwsza rozmowa to nie początek długiego procesu, na który musisz się od razu zdecydować. To czas, żeby się przyjrzeć: co Cię przyprowadza, czego potrzebujesz i czy ta forma wsparcia jest dla Ciebie. Czasem jedno spotkanie wystarczy, żeby coś sobie poukładać. Czasem jest wstępem do dalszej pracy. Obie te odpowiedzi są w porządku.
Jeśli czytasz to i myślisz „może to o mnie”, potraktuj tę myśl poważnie. Nie musisz mieć gotowej diagnozy ani odpowiednio poważnego powodu. Wystarczy, że coś jest nie tak i że chcesz to zrozumieć.
